Menu

tam gdzie kończy się droga

do poczytania codziennie i od święta, o rodzinnej codzienności, o gotowaniu, o książce, muzyce, filmie, jeżdżeniu samochodami, o podóżach dużych i małych...

migawki z XI-owego weekendu

nordkapp77

Długi listopadowy weekend obfituje w atrakcje i atrakcje inaczej. Po 1 mimo urlopu trzeba było jednak udać się w pon do roboty. Cóż, zdarza się. Na szczęście dało się żyć. Przy okazji pracowniczym urozmaiceniem była muza "dziewczyny z ferajny", która to dziewczyna wolała jednak przenieść się do krainy wiecznych łowów i nie cieszy już wielu uszu swoją twórczością.

 dziewczyna.z.ferajny.google.pl

Posłuchałem tego w ramach zakładki jazzowej i tak mi się właśnie ta muza skojarzyła z "chłopakami z ferajny", odświeżonymi ostatnio na chyba alekino+. Akurat właśnie coś takiego grało tam w knajpach, gdy gangsterzy gadali, pili, palili i strzelali do siebie. Fanem tego nie zostanę, ale uszy mi nie zwiędły. Po 2 zabiło mnie, gdy w aptece jedna starsza już jejmość dostała leki do torebki, poprosiła o fakturę, a na fakturę zażyczyła sobie drugą torebkę. Ponoć żeby się jej nie pogniotła. Myślę, że przez takie osoby cała ta "mondra" polityka klimatyczna unii jewropejskiej zda się psu na budę. Tym bardziej, że Japońce też próbują stanąć okoniem i wyprodukowali jakiegoś nowego gigantycznego SUVa na baterię, który ma być super EKO, ale jak popatrzeć czego potrzeba do jego wyprodukowania, by był taki EKO, to okazuje się, że już przestaje być EKO. Jest szansa na przetestowanie go i zweryfikowanie tego EKO. Zobaczymy, czy się uda. Po 3 udało mi się pojechać dziś o 3 w nocy na jeszcze jeden rodzinny grób, na który już tydzień temu zabrakło czasu, a że to 115 km od chaty, to nie było co ciągnąć moich Pań. Zastanowiło mnie, jak na kompletnie pustych ulicach i przy działającej sygnalizacji można zmienić auto w blaszaną kulę. Czyżby zbyt wiele reklam playa z K.H. z Dakaru? Puławska róg Dolnej - honda accord cmoknęła się z land cruiserem, a że duży może więcej, to z hondy zostało mniej niż z terenówki. Potem na Łazienkowskiej kierujący hondą civic 6 podpalił swoje auto demolując wcześniej przód i tył. Dobrze że udało mi się na tamtejszych 3 pasach przecisnąć obok wraku, strażaka Sama, zespołu police i dr Żywago na sygnale. Dobrze też, że to był środek nocy a nie środek dnia, bo korek sięgałby chyba Poznania. Po 4 minęło kilkadziesiąt lat, od kiedy jeżdżę czasami tamtejszą szosą, i o ile pewne odcinki dzięki UE wyremontowali, to w niejakiej Chruszczewce czy jakoś tak nadal jak były dziury jak na autostradzie Magadan - Ułan Bator, tak jest dalej. Owszem, wygładzili kocie łby i coś na wzór asfaltu polali, ale polali tak w rodzaju "lej wodę, syp piach, nie żałuj materiału", więc lata mijają, a masakra trwa. Po 5 najnowszy mini, który w zasadzie już przestał być mini, a zrobił się maxi, musi być wyjątkowo nieudanym samochodem. A dlaczego tak myślę?...

     starymini.google.pl

Stary mini był wyjątkowy pod każdym względem. Stał się kultowym autem jeszcze na długo przed tym, nim ktoś wpadł na pomysł na nadawanie tego terminu wszystkiemu wokół co jest starsze niż tydzień i nadal się podoba. Miał 3 m długości, mieścił 4 osoby i pół walizki, i co najważniejsze jeździł, jakby karoserię przylepili do diabła rogatego. Wskrzeszony po latach zachwycał trakcją,

 minicooper.google.pl

nawiązaniem do wyglądu oryginału i prędkościomierzem na środku konsoli środkowej wielkości pizzy dla baaardzo dużej rodziny. Niestety najnowszy to już po prostu zwykła bmka w innym ubranku, pełen bzdurnych ciekłokrystalicznych ekranów i o rozmiarze niewiele odbiegającym od starego ikarusa. I pomijam już mnogość wydumanych wersji w rodzaju all4, którą K.H. rokrocznie zmienia w blaszaną kulę na pustyniach "dakaropodobnych", 3d, 5d, cabrio, roadster, candyman,  peacemaker itp., ale to, że przestał jeździć jak prawdziwy mini i firma za bardzo nie chce się tym chwalić, i nie daje się umówić na jazdę próbną, a tylko pan w telefonie na infolinii zachwala auto niemal tymi samymi słowami, które można przeczytać na internetowej stronie. Szkoda. Po 6 wreszcie stwierdziłem na podstawie obserwacji mojej Córci, że to chyba trzeba mieć XX, żeby 2

lalki czesanie lalek..., i tak ze 2 h, ufff......

godziny siedzieć na podłodze i czesać lalki. Chłopak ze swoim XY mógłby co najwyżej 2 godziny jeździć samochodzikiem prawo - lewo, albo walić w niego młotkiem, ale tyle czasu czesać lalki? Co dziwniejsze nie wiem co o tym myśleć, bo siedziałem razem z nią i czesaliśmy te lalki razem. Z tym więc optymistycznym i pełnym dobrego humoru nastawieniem spójrzmy na zbliżający się już nowy tydzień...

© tam gdzie kończy się droga
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci