Menu

tam gdzie kończy się droga

do poczytania codziennie i od święta, o rodzinnej codzienności, o gotowaniu, o książce, muzyce, filmie, jeżdżeniu samochodami, o podóżach dużych i małych...

wieczór z filmem

nordkapp77

Zasiadam wczoraj wieczorem do kolacji z Córką przed tv, żeby obejrzeć Smerfy, potem Reksia itp, a potem będzie fajny film o facecie samotnie wychowującym córeczkę. Tak więc pełni ochoty, po kilku ładnych dniach bez szklanego pudła, bo i wakacje w Barcie i potem święta, zasiedliśmy pooglądać. A w tv okropność, przyznacie to sami. Najpierw zamiast Smerfów jest prehistoryczny Listonosz Pat. No masakra daję słowo. Zrobiony tak trochę w stylu starego "Strażaka Sama", ale tamto jeszcze w tłoku uszło, to już jest po prostu dramatyczne. No tak, nie było w pon teatru tv, żadnej komedii ani dramatu, to dali dramat na dobranockę. Postacie sztywne, jakby połknęły kij, lalki takie, że sam niemal zrobiłbym lepsze, a już ich mimika przypomina zamarzniętego w lodach Ladkhu buddyjskiego mnicha. Smerfy widać zostały wyłapane i zjedzone przez Gargamela, i nie mieli już czego nadać, ale wolałbym ich powtórkę niż Pata. Ale trudno. Sytuację uratował Reksio, który jest po prostu nieziemski pod każdym względem, a potem dająca się strawić pszczoła Maja w odcinkach. Następnie nadali dwóch rozgarniętych inaczej, czyli "Bolka i Zmrolka", co powinno być oznaczone symbolem zakazu oglądania przed ukończeniem 18 roku życia. Tak durnej bajki, absurdalnej, pozbawionej jakiejkolwiek logiki i prawdopodobieństwa trudno byłoby się doszukać na krańcach świata. Nikt mnie nie przekona, że np. w każdych krzakach w lesie stoi balia z wodą, w której można wyprać goniącego mnie wilka, a w kieszeni zmieści się strój karnawałowy, który można założyć na siebie, by wkręcić się na bal do np. Królowej śniegu, itd, itp... Straszna to PADAKA i ŻENUA Potem oczywiście na tvnSIEBEN całe tony reklam przed projekcją filmu "Jestem Sam" i "już" po 10 min można było zacząć rozkoszować się filmem.

IamSam.google.pl  

Sean Penn wielkim aktorem jest i tu udowodnił to po raz kolejny. Grać ponad 2 h ograniczonego umysłowo do poziomu 7-latka faceta, samemu będąc w pełni władz umysłowych to starcie podobne do bitki, jaką musiał stoczyć w "Przebudzeniu" inny geniusz DeNiro. Tylko że on tam przez 1/3 filmu "spał", a 1/3 filmu był prawie zdrowy. Na popis aktorskiego kunsztu została więc tylko 1/3 filmu, a tu pan Penn ciągnął przez cały film. Niewiarygodna rola, wspaniale zagrane, a moja Córka zobaczyła, jak często w życiu przydają się ci Prawdziwi Przyjaciele i jak ludzie mimo pewnych ograniczeń potrafią się nawzajem kochać. Warto zobaczyć, choć nie jest to do końca film łatwy, biurokracja i sądownictwo oraz niektóre przepisy tak samo durnie debilne i wkurzające jak u nas, ale na szczęście nie jest to ckliwa bajeczka z hollywoodzkim zakończeniem "ku pokrzepieniu serc". Wprawdzie pani prawnik w osobie M.Pfeiffer lepiej szlochała w "Niebezpiecznych związkach" czy w "Tylko miłość", a do tego była nieco sztuczna emocjonalnie i histerycznie nadpobudliwa, ale grająca córkę Sama dziewczynka zagrała w jej zastępstwie świetnie. Wreszcie fajna pozycja do obejrzenia. Ciepła, nastrojowa i w sumie pozytywna, pokazująca że w tym porąbanym czasem świecie są jeszcze jakieś wyższe wartości. To miłe. Szkoda że tego nie nadali w święta zamiast nieśmiertelnego - nie wiedzieć zupełnie dlaczego - "Kevina..."

 

 

© tam gdzie kończy się droga
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci