Menu

tam gdzie kończy się droga

do poczytania codziennie i od święta, o rodzinnej codzienności, o gotowaniu, o książce, muzyce, filmie, jeżdżeniu samochodami, o podóżach dużych i małych...

tracker

nordkapp77

Nowy album Marka Knopflera zawitał pod strzechy i można było się z nim wreszcie zapoznać.

  Znalezione obrazy dla zapytania mark knopfler 2014       mark.knopfler.google.pl

Szwagier meloman pewnie będzie zachwycony i nabędzie sobie tą płytę, nim będzie można nią uszczęśliwić go z okazji jakiejś uroczystości urodzinowo-imieninowej. Po czasach kiedy to coś tam podsłuchiwał Dire Straits, a ja byłem wielbicielem tego zespołu, teraz ja z lubością wspominam te stare muzyczne czasy, a szwagier zgłębia coraz bardziej nastrojowość solowych występów Marka K. Tak pewnie będzie i z tym albumem. Jemu się spodoba, a mnie jakoś specjalnie nie zachwycił. Zdaję sobie sprawę z tego, że Knopfler już nikomu nic nie musi i nie chce udowadniać, gra to, co jemu w duszy gra i zawsze znajdzie większe czy mniejsze grono swych wielbicieli, i jest mu z tym dobrze. I super. Dla mnie jednak kolejne jego solowe albumy gubią gdzieś to, co w czasach zespołu czy na początku kariery solowej było pewnym wyznacznikiem, pewnym magnesem - czarodziejska gitara. Nie chodzi tu oczywiście o to, by 66-letni dziadek skakał boso po scenie w bandanie na głowie i gitarową solówką kradł prąd z wszystkich elektrowni atomowych w regionie. Chodzi o to, że jak gitara odezwie się, natychmiast wiem, że to gra Knopfler. Tylko brakuje mi tego, że gra jakby coraz mniej. Coraz więcej folku, coraz więcej irlandzkiego fiu-fiu itd. Album "Golden heart" to cudo choć oczywiście może nie od A do Z. Album "Ragpicker's dream" da się słuchać świetnie, bo co piosenka to inna i gitary tak charakterystycznej nie brakuje. Leci piosenka, idę po herbatę, wracam i wiem, że leci następny utwór, a nie że nie wiadomo, czy to już następny czy ciągle ten sam. Tak było z albumem o popsutej furgonetce i tak jest z najnowszym wytworem

  Znalezione obrazy dla zapytania privateering  Znalezione obrazy dla zapytania tracker knopfler m.k.google.pl

"Tracker". Przesłuchałem to i jedno w drugie w zasadzie to samo. Pierwszy utwór to szanty, drugi to jakaś kołysanka dla starych dziadów na wózkach, trzecia w stylu "wyrzucili mnie za burtę i dryfuję na fali".... ITD. Na cały album ze dwie piosenki w których coś słychać tą gitarę i noga trochę chodzi pod stołem to przynajmniej jak dla mnie trochę za mało. ZERO w tym życia, niemal ZERO tej gitary, choć krytycy od muzy gadali, że po prostu jest oszczędnie. Zbyt oszczędnie. Krzyżówka właśnie szant i "domku na prerii". Jak dla mnie trochę to cienkie o czym piszę z bólem nieco, bo marzyłby mi się album z nastrojowymi ale i żywymi piosenkami, świetną magiczną gitarą, chodzącą pod stołem czy w samochodzie nogą i jakimś mniej geriatrycznym powiewem. Ale trudno. Z powodu kiepskiego albumu solowego nr ileś tam nie przestanę słuchać co jakiś czas dawnych dokonań zespołowych czy solowych. I choć nie wybieram się na najbliższy koncert do chyba Kraka, to nadal marzy mi się być widzem na jakimś kameralnym koncercie Marka K. w stylu unplugged w małym studio czy coś z przewagą starych piosenek w repertuarze. To byłoby dla mnie TO COŚ !!!

© tam gdzie kończy się droga
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci