Menu

tam gdzie kończy się droga

do poczytania codziennie i od święta, o rodzinnej codzienności, o gotowaniu, o książce, muzyce, filmie, jeżdżeniu samochodami, o podóżach dużych i małych...

miszyn imposibyl

nordkapp77

Z rykiem, wybuchem i błyskiem w oku Tomka Kruza przerwano ostatnio brutalnie jakąś bajkę na Polsacie chyba czy TeFałEnie, by zaatakować nas zapowiedzią kolejnej już odsłony Misji Niemożliwej. I to w dodatku 4 części. Okazuje się więc, że przegapiłem gdzieś 3 część. Och cóż za karygodne zaniedbanie. Trzeba to natychmiast nadrobić tym bardziej, że powinno być to wielce ożywcze po wczorajszym nudnawym wpatrywaniu się w haczyk w wodzie. Tak więc zasiadłem do projekcji filmowej i od razu zaczęło się jak u "Hiczkoka". Z tym, że obyło się bez trzęsień ziemi, najpierw zastrzelili kogo się dało, a dopiero potem zaczęły się napisy początkowe. Dzieło to można było kontynuować tylko i wyłącznie ze względu na to, że to dzieło w rodzaju "zabili go i uciekł", tak więc pomimo tego, że już na wstępie naboje latają po pokoju - wylatując z ekranu, a trup ściele się gęsto, jest jak pociągnąć akcję. Tomek Krus oczywista oczywistość co chwilę oślepia swoim powalającym uśmiechem, cieszy się jak głupi do sera - jak to się w przedszkolu mawiało czy w podstawówce, nie pamiętam - a akcja zapitala do przodu z szybkością rakiety księżycowej Saturn 5. Nie ma więc tu czegoś takiego jak w "Miszyn Imposibyl Zwei", że aby przytrzymać widza 1,5 h przy ekranie, pół filmu leciało w slow motion. Tu nie są w stanie wyrobić się w 2 h, bo podróżują do Watykanu, na Florydę, do Berlina i Szanghaju. Ale Tomek Krus to najlepszy agent również poza naszą galaktyką, więc jet lag to dla niego tylko termin w wikipedii. Zamiast

   Znalezione obrazy dla zapytania mission impossible 3 TomekKrus.google.pl

odsypiać, ma więc czas jeździć wszystkimi samochodami na ulicy, strzelać więcej niż wszystkie armie świata w poprzednim stuleciu i biegać tak szybko, że nie trzeba robić skrótów akcji, tylko po prostu jak Tomek ma przebiec 1,5 km, to biegnie i nawet nie bardzo zadyszki dostaje, mimo że właśnie pobił rekord świata na 1500 m jakiegoś tam Marokańczyka, Kicham El Gerusz czy coś tam..., bo zajęło mu to chyba ze 2 min. Istny fenomen. Jedynym rozczarowaniem było tylko to, że aby uniknąć eksplozji ładunku we własnej dyńce, zabił się podłączając do skrzynki z czachą i napisem 'nie dotykać, wysokie napięcie", a ukochana zamiast zreanimować go ponownym podłączeniem do skrzynki - ot taki podręczny defibrylator jak u MacGyver'a - przeprowadziła instruktażową resuscytację 2 wdechy 10 uciśnięć mostka, a nawet przywaliła mu kilka razy w mostek, co pozwoliło mu wrócić do filmu, no bo przecież źle się to wszystko skończyć nie mogło. No bo jakże by... ???? Najfajniejszą jednak postacią pozostał magik komputerowy Luter, który byłby w stanie na odległość podłączyć się nawet do sierpa i młota na fladze ZSRR i zrobić tymi artefaktami porządek np. z kibolami na stadionie w dowolnym punkcie jakiegokolwiek wszechświata. I w dodatku jakoś miło i zabawnie dla "ószuf" widza to skomentować. 

   Znalezione obrazy dla zapytania mission impossible luther luter.MI.google.pl

Oglądało się więc to dość szybko, z przytupem i wybuchem, z obłędem w czaszce kto jest za a kto przeciw, kto jest kretem, a kto jest z tych dobrych itd, choć oczywiście durrrrrne to nieprzeciętnie, a emocji w tym tyle co w zastanawianiu się, czy już za chwilę Tomek z kolegami dokona czegoś wyjątkowego, nie zawsze mądrego, czy dopiero za pół sekundy. A puenta sama nasuwająca mi się po szczęśliwym zakończeniu seansu jest dość może zaskakująca. Gdybym wczoraj na tych cholernie nudnych rybach był sam, to chyba bym wyszedł z nudów z siebie, ale że byłem razem z resztą towarzystwa z naszej Loży Szyderców, całe to poławianie "rybów" było lepsze i mniej rutynowe niż kolejna miszyn imposibyl Tomka Kruza.

© tam gdzie kończy się droga
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci